Mini blog przyszłej matki

Zachęcamy Drogie Przyszłe Mamy do dzielenia się z nami swoimi doświadczeniami kosmetycznymi w ciąży. W Mini blogu przyszłej matki, możesz umieścić ( poprzez zakładkę opinie) wszystko, czym chciałabyś się podzielić z innymi ciężarówkami:)

Będziemy wdzięczni również za wyrażenie swojej opinii( zakładka opinie) na temat zabiegów kosmetycznych oraz obsługi w naszym salonie. Jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie dotyczące potrzeb naszych ciężarnych klientek- nie wahaj się poinformować nas o nich:). W tym miejscu także możesz zadać pytanie dotyczące problemu kosmetycznego, i uzyskać odpowiedz od naszych kosmetyczek.

Zapraszamy do kontaktu z nami.


I mamy pierwszą odważna, ciężarną klientkę :)

Edyta 31 tydz. ciąży

Pedicure – najlepszy przyjaciel ciężarnej kobiety
Stopy. Nie ma co ukrywać, że od jakiegoś czasu straciłam z nimi kontakt, zwyczajnie schowały się pod brzuchem ;) Pochylanie się w ich kierunku też okazuje się utrudnione, bo piłeczka przede mną sprawy nie ułatwia. (Są dni, w których mój mąż ma bojowe zadanie pod tytułem „kochany, zawiąż mi buty, błagam”, co robi bez słowa skargi - chwalę Cię mężu ;) ).

Zawiązywanie sznurówek to nie jedyny problem. Trudno zadbać o skórę na piętach, skoro trudno się do nich pochylić. Naskórek twardnieje od zwiększonego nacisku moich coraz bardziej kobiecych gabarytów ;) Z przerażeniem wyobrażam sobie, co to będzie w 9 miesiącu.

Najprościej byłoby o tych stopach po prostu zapomnieć, ale robi się coraz cieplej i zaczyna się sezon, w którym stopy wystawiasz na widok publiczny lokując je w sandałki tudzież japonki. (Zresztą marzysz o takich dniach, bo nareszcie bez sznurówek.) I co wtedy pokazać światu?

To może chociaż pomaluję paznokcie… Hm… spróbowałam. Zadanie do łatwych nie należy. Ponadto te ukochane stópki służą mi do chodzenia, spacerów i przemieszczania się, a zaczynają puchnąć i boleć, a czasem czuję się, jakbym chodziła po szpilkach. Czy coś mi się tam dzieje? Niesiona tym niepokojem wybrałam się na pedicure leczniczy. Nie ukrywam, z obawą, czy na pewno kosmetyki, które będą tam zastosowane są bezpieczne dla kobiet w ciąży. Zadzwoniłam i kilkakrotnie upewniałam się, czy jest to zabieg bezpieczny. Tak, bezpieczny.

Zasiadłam w wygodnym fotelu do pedicure, (dostałam nawet kocyk który podłożyłam pod plecy :) z lekkim zawstydzeniem, bo stopy super zadbane przecież nie są. Ale właśnie po ratunek przyszłam, więc chyba nie będę się nad tym zastanawiać.

Najpierw trochę się pomoczyły w pachnącej wodzie, co już było pierwszą ulgą po przechodzonym dniu. A później pani Karolina zajęła się moimi paznokciami. Wypiłowała, nadała im ładniejszy kształt, zajęła się skórkami i przygotowała płytkę pod lakier. W końcu przyszedł czas na pielęgnację podbicia i ukochanych pięt, które noszą mój nowy ciężar ciała. Usłyszałam, ku mojej radości, że nie jest tak źle, czyli, że przyszłam w odpowiednim momencie. Zaczęło się ścieranie pięt i wybranych części stopy - kosmetyczka sprawnie pracowała frezarką. Obawiałam się, że może być boleśnie, ale na szczęście skończyło się na obawach. Niewątpliwie najprzyjemniejszą częścią zabiegu był masaż stóp z odpowiednim kosmetykiem - do tej pory to mój mąż pełnił funkcję masażysty, tego dnia mógł odpocząć. Stopy odpoczęły, odpuchły:) Stały się o co najmniej parę kilo lżejsze. Wyszłam z gabinetu dynamicznym krokiem z malinowym kolorem na paznokciach i uczuciem lekkości w nogach. Wizyta w gabinecie skończyła się zakupem ślicznych sandałów, bo przecież już nie muszę chować moich stóp, a wkładane sandały nie mają, ku mojej radości, koszmarnych sznurowadeł.


Edyta 31 tydz. ciąży

Nie ma jak dobry masaż.
W ciąży moje ciało nie pozwala mi się spieszyć (jest zwyczajnie bardziej niezdarne ;) ), więc naturalnie zwalniam. A razem z tym, wyciszają się myśli. Chyba też naturalnie szukam spokoju. Spacer, spokojna muzyka, czasem cisza. Relaks. Kontakt ze sobą, swoimi myślami, dzieckiem.
I w tym czasie, kiedy ja i moje ciało zwalniamy – idę na masaż całego ciała do pani Kasi. Najpierw pytanie – czy mogę? Bo przecież masaż całego ciała może powodować skurcze, ale rozmowa z Kasią, fizjoterapeutką i masażystką – uspokaja i wycisza wątpliwości, wiem ze trafiłam w dobre ręce.

Masaż będzie delikatny i relaksujący.

W pokoju do zabiegu muzyka, świeczki, delikatny zapach oliwki. Już na wejściu zaczynam się wyciszać. Pani Kasia pyta, które części ciała najbardziej bolą, są spięte? Zaczynają mi już doskwierać spuchnięte stopy i nogi, więc zaczynamy od tego. Leżę na boku, jest mi wygodnie.

Przedziwne uczucie.
Podświadomie, będąc w ciąży, cała w sobie mobilizuję się do tego, że będę się opiekować moim maleństwem, a tu… Ktoś opiekuje się mną. Z troskliwością i delikatnością rozmasowuje obolałe miejsca, czuję się zaopiekowana. Czuję, jak moje ciało się rozluźnia i uspokaja, jak „puszczam” mięśnie i pozwalam się o siebie zatroszczyć.

I tak, krok po kroku odchodzą napięcia karku, ramion, dłoni… Przestaję kontrolować ciało, relaksuję się. A na koniec masaż dekoltu i twarzy. Czuję, jak uspokaja się gonitwa myśli. Zatrzymuję się na tu i teraz. Jest dobrze. Malutka tańczy w brzuchu, chyba czuje, że mama odpoczywa.
 


Edyta 32 tydz. ciąży

Kiedy ostatnio uśmiechnęłaś się do swojego odbicia? – to pytanie jednej z reklam, które jednak dało mi do myślenia. Zaczęłam się zastanawiać, czy uśmiecham się do swojego odbicia odkąd jestem w ciąży. Uśmiecham się często: na widok brzuszka, na myśl o tym, kiedy już maleństwo będzie itp. Ale kontrolując skórę na twarzy… cóż mina mi zrzedła. Pierwszy przegląd – skóra poszarzała, przesuszona, no i pierwsze przebarwienia od słońca. (Czytałam, że zdarza się to w stanie błogosławionym, więc nie wystawiałam się na promienie słoneczne, a i tak załapałam się na plamę na czole…)

Coś z tym trzeba zrobić, przecież lubię uśmiechać się do swojego odbicia. Poza tym, już czas na zabiegi kosmetyczne, zaczął się okres wiosenno - letni. Tylko pytanie – jakie zabiegi w ciąży? (To chyba stałe zagadki w tym stanie.)

„Przysłowiowy pożar na twarzy” poszłam gasić do salonu. Oczywiście, wypytałam o wszystko, co jest bezpieczne, co można itd. I oddałam się przyjemnościom zabiegowym. W rękach Pani Karoliny moje brwi nabrały koloru i wyrazistości. Później delikatny peeling, maska i masaż twarzy (to moja ulubiona część programu). A na koniec dobry krem.

PRZYJEMNOŚĆ.

Inaczej tego nie nazwę, bo rzeczywiście był to dla mnie znakomity relaks. Jest przecież zawsze, nie tylko w ciąży.


Edyta 32 tydz. ciąży

Makijaż do sesji zdjęciowej z brzuszkiem.
Kiedy stwierdziliśmy z mężem, że chcemy zrobić sesję zdjęciową z brzuszkiem, zamarzyłam o dobrym makijażu u profesjonalnej wizażystki.

Wiem, w roli głównej jest nie moja twarz, a „piłeczka” pod sercem i nasze emocje z nią związane, ale zapragnęłam podkreślić to, co we mnie piękne. A sesja? Po co? Dla samej siebie i dla maleństwa, które przecież zobaczy zdjęcia. Dla świętowania chwili, dla uświadomienia, że teraz dzieją się rzeczy naprawdę ważne. Dla zabawy, radości, dla przekonania siebie, że mimo nowych kształtów, wciąż jestem kobieca.

Skorzystałam z oferty salonu – makijaż okolicznościowy. I nie zawiodłam się.

Po wcześniejszym przygotowaniu (peelingu, masce i kremach u pani Karoliny) moja twarz już wyglądała na dużo bardziej wypoczętą, była nawilżona i rozświetlona.

Przyszedł czas na makijaż. Pani Kasia wiedziała, że czeka mnie sesja zdjęciowa. Zapytała mnie, jaki makijaż robię na co dzień, jaki lubię, o moje preferencje i potrzeby. Widziałam, że mnie słucha i chce, żebym nie tylko wyglądała obiektywnie ładnie, ale i czuła się dobrze z jej propozycją.

I tak też było. Nie czułam się ukryta pod makijażem, czułam, że cała jestem z nim w zgodzie. Wyodrębniła moje oczy, wymodelowała twarz, doskonale dobrała kolor pomadki. Makijaż był naturalny (taki jak chciałam), a równocześnie bardzo wyrazisty. Świetnie się sprawdził podczas sesji. Efekt - czułam się piękna i kobieca.


Edyta 32 tydz. ciąży

Zgubiłam kostki.
Metoda Kinesio - taping, czyli historia o tym, jak odzyskałam stopy i pozbyłam się obolałych pleców.

Kinesiotaping - zdecydowane tak(!!!) dla tej metody. Ósmy miesiąc okazał się dla mnie przełomowym czasem.
Zaczęłam czuć ciężar. Dopadły mnie dolegliwości pleców, czyli zwyczajnie mówiąc odcinek lędźwiowy dawał się we znaki. Trudno mi było dłużej wytrzymać w pozycji siedzącej, o spaniu już nie wspominając.

Pocieszałam się, że do końca zostało niewiele, że wytrzymam, że… Ale szukałam sposobów na poprawienie sytuacji.

Ach i "zgubiłam kostki" ;) Nie wiem, czy to przez pogodę, czy uroki tego trymestru - ale stopy tak mi spuchły, że trzeba było mieć niezłą żyłkę detektywistyczną, żeby je odnaleźć. Ze zdziwieniem patrzyłam na moje nogi i zastanawiałam się, czy są na pewno moje???

Szukając ratunku wybrałam się na polecany przez salon zabieg Kinesiotaping  „inaczej mówiąc metoda „plastrowania dynamicznego”, czyli oklejania ciała w miejscach szczególnie narażonych na ból, materiałem o dużej elastyczności.”


Edyta 32 tydz. ciąży

Manicure - z chęci bycia zaopiekowaną.
Kiedy już wyczerpałam pakiet zabiegów pilnych i najpotrzebniejszych, wybrałam się do salonu ze zwyczajnej chęci bycia zaopiekowaną, dla przyjemności.

Stwierdziłam, że czas na manicure.
W czasie ciąży nie mam potrzeby nosić długich paznokci. Raczej blisko mi do krótkich, naturalnie wyglądających, ale czy to znaczy, że manicure nie jest mi potrzebny? Wręcz przeciwnie.

Lubię ten zabieg, zadbano o moje skórki, paznokciom nadano właściwy kształt, podpowiedziano kolor. Dłonie zaopiekowane. Kiedy wychodziłam z gabinetu wyglądały elegancko i kobieco. A ja zadowolona, bo ładne i zadbane dłonie to wizytówka każdej kobiety.


Paulina 37 tydz. ciąży

Pedicure
Kilka dni przed umówieniem się na pedicure dla moich stóp zmęczonych dodatkowymi kilogramami zobaczyłam na tej stronie internetowej nowy obszar, "Kobieta w ciąży". Uśmiechnęłam się do siebie - Boże, gdyby nie ograniczone możliwości finansowe, skorzystałabym z całego oferowanego zakresu..... Ale na razie stopy były pierwsze w kolejce. Zawsze miałam z nimi kłopoty, męczą mnie modzele. Pod wpływem zwiększonego nacisku w ciąży (i pewnie też niedostatecznej pielęgnacji - od 7 miesiąca bardzo trudno już dotrzeć samodzielnie w te rejony) stan oczywiście był sporo gorszy niż zwykle. Wystarczy powiedzieć, że przed ciążą na tym samym zabiegu spędziłam 1,5 godziny, a teraz zajeło to aż 2,5. Jednak absolutnie nie narzekam na czas trwania, bo w tym wygodnym fotelu, przyjemnym pomieszczeniu i z panią Karoliną przy moich stopach mogłabym tam zostać o wiele dłużej:). Jak wspomniałam, miałam wcześniejsze doświadczenia z pedicure u Marzeny Gross, więc jestem absolutnie pewna warunków sanitarnych i profesjonalizmu. Nawet miska do początkowego moczenia stóp wyłożona jest jednorazowym workiem, a stosowane później narzędzia są odpakowywane po sterylizacji bezpośrednio przed użyciem. Jedyne obawy jakie miałam, dotyczyły tego czy wysiedzę tyle czasu w jednej pozycji - ostatnio bardzo mnie to męczy. Sprawę załatwiła regulacja fotela, w którym można się nawet położyć. Było mi tak wygodnie i przyjemnie, że oczy same się zamykały. Trzymałam się dzielnie, ponieważ nie chciałam przespać tych miłych wrażeń:). Po zabiegu nogi (nie tylko stopy) wydały mi się sporo lżejsze, a buty jakby się powiększyły. Moja opinia i powiązane wrażenia są dość świeże, bo na zabiegu byłam 30 maja. Dziś, po 10 dniach, nadal widzę efekty. Lakier trzyma się doskonale, stopy są ciągle gładkie. Będą w sam raz na porodówkę:). Dziękuję i mocno polecam wszystkim, a ciężarnym w szczególności.